Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
887731

Przyjść do Pana po falach

Tłumy nakarmione, więc można oddać się innym czynnościom. Jezus zostaje na górze, by się modlić (por. Mt 14,23). Modlitwa wdzięczności po dniu pełnym wysiłku, pracy. Modlitwa samotności – sam na sam z Bogiem. Dla piękna i skuteczności modlitwy taki przywilej czasu i miejsca dla spotkania z Bogiem trzeba sobie zagwarantować.

Apostołowie zaś mieli wyprzedzić Go w drodze na drugą stronę jeziora (por. Mt 14,22). Dlaczego nocna podróż przez jezioro Galilejskie? Trudno to wytłumaczyć. Ale dlaczego nocą, skoro nie jest ona czasem sprzyjającym dla wodnej podróży? Ciemność! Rozszalały wicher! Ryzyko więc wielkie, może nawet nieroztropnym było tak bardzo narażać swoje życie. Niebezpieczeństwo nawet dla wytrawnych wioślarzy. To doskonały obraz Kościoła często wystawianego na próbę nowych czasów i wydarzeń.

W taką atmosferę zagrożenia wchodzi Chrystus. Jak to? W jaki sposób? Po prostu zbliżał się do łodzi krocząc po jeziorze (por. Mt 14,25). Łatwo powiedzieć „po prostu”. Jednak taka umiejętność nie jest dostępna żadnemu z ludzi. Tylko On – Chrystus – tak umiał uczynić i nie straszne mu były żywioły natury, silny wiatr i spienione fale.

A Apostołowie? Co musieli czuć, przeżywać? Zdziwienie, które przeradzało się w strach. Nie dość, że sami zmagali się z przeciwnościami nocnego rejsu, to jeszcze taki niewytłumaczalny widok. Jezus wędrujący po jeziorze, jakby było ono dobrze przygotowanym traktem dla pieszych. A potem krótkie urwane zdanie: „Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się” (Mt 14,27). Krótkie słowa. A ile w nich otuchy, nadziei, podtrzymania na duchu. Apostołowie już wiedzą, że są pod dobrą opieką.

Piotr wręcz zuchwale zwraca się do Jezusa: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” (Mt 14,28). Jeśli przyjąć słowa Piotra za formę modlitwy, to zuchwałą ona była. Chrystus jednak nie wydaje się obrażony. Wręcz przeciwnie, każe Piotrowi przyjść do siebie. To wydarzenie uczy nas odwagi w modlitwie, nawet i pewnej zuchwałości, natarczywości. Oto nadzieja nawet w beznadziejności.

Fale jeziora Galilejskiego są ponadto symbolem wszelkich zawirowań ludzkiego życia; począwszy od problemów socjalno – bytowych, skończywszy nawet na kryzysach wiary. Po tych falach trzeba odważnie przejść, ale kierunek prawidłowy jest tylko jeden – Chrystus, nadzieja cała nasza.

„… nie należy do cnoty nadziei ta nadzieja, którą ktoś pokłada w sobie albo w innym człowieku, lecz jedynie nadzieja, którą pokładamy w Bogu” (św. Tomasz z Akwinu).