Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
887779

Wiara gotowa na wszystko

O Jezusie można powiedzieć, że był człowiekiem w drodze. Tym razem swoje kroki skierował w obce, nawet pogańskie strony. Okolice Tyru i Sydonu – dzisiejsza południowo-zachodnia część Libanu – oddalone są jeziora Galilejskiego o około 50 kilometrów (por. Mt 15,21). Zamieszkiwane były przede wszystkim przez pogan. Jednak i tutaj dotarła wieść o Chrystusie. Gdy informacja o Jego obecności się rozeszła, odnalazła Go matka dziewczynki opętanej przez ducha nieczystego (por. Mt 15,22). Niewiele wiemy o tej kobiecie. Jednak ewangelista przekazał bardzo istotne informacje. Po pierwsze była poganką, na to zresztą mogło wskazywać samo miejsce zamieszkania. Określona została przez Ewangelistę jako kobieta kananejska (por. Mt 15,22).

I wreszcie widzimy ją jako kochającą matkę. Jej miłość do córki była tak wielka, że zdobyła się na odwagę, by prosić o pomoc Kogoś obcego, o którym słyszała pewnie, że czyni cuda. Miłość i odwaga, które przekroczyły nie tylko granice narodowości, ale także granice religii.

Jezus jakby nie chciał w ogóle zareagować na jej prośby i błagania. Dopiero po interwencji uczniów, by ją oddalił, zareagował. Czyżby jakaś forma nieakceptacji ludzi inaczej myślących czy wierzących? Nie! Raczej oczekiwanie, by ktoś inny (w tym wypadku uczniowie) zauważył nieszczęście owej kobiety (por. Mt 15,23). Jakże potrzebne jest nasze wstawiennictwo u Boga w intencji innych ludzi.

Dialog Chrystusa z ową kobietą wydaje się być – przynajmniej na początku – bardzo oschły: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać je szczeniętom” (Mt 15,26). Stwierdzenie wydawałoby się nawet obraźliwe. Ono jednak pozwoliło kobiecie na wyartykułowanie swojej argumentacji, że i szczenięta mogą się nasycić okruchami spadającymi ze stołu (por. Mt 15,27). Jesteśmy tutaj świadkami objawienia się powszechnej misji Chrystusa. Nie tylko Izrael jako naród, ale Izrael wedle ducha jest podmiotem Jego miłości.

Jako wierzący w Chrystusa jestem jakoś uprzywilejowany, by pożywać chleb dzieci Bożych. To jednak bardzo zobowiązuje, że wielki tłum oczekuje, by karmić się ze stołu Boga. Czy tak nastąpi, zależy również ode mnie. Taką ma być moja wiara, by była otwarta na każdego człowieka i gotowa w duchu zaufania do Boga podjąć każdą życiową ewentualność.

„Życie nasze to podróż po wzburzonych wodach oceanu, pośród ciemności nocy; wiara to latarnia morska, co nam drogę do portu wiecznej szczęśliwości ukazuje” (bł. Honorat Koźmiński).

Ks. Andrzej Szopiński