Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
1047622

Bóg zapuszcza się w sferę śmierci

Czy można umrzeć nie umarłszy? Niby brak logiki w tym stwierdzeniu i brzmi ono jak tytuł znanego horroru: „Noc żywych trupów”. A jednak śmierć ma różne wymiary. Najłatwiej określić ją jako śmierć ludzkiego ciała. Jednak to niezbyt pełna prawda o niej. Owszem, śmierć cielesna kończy nasze bytowanie na ziemi. Ostatecznie są i inne formy umierania.

Śmierć społeczna. Ona ma coś z trądu. Trędowaty niegdyś był wyrzutkiem poza społeczeństwo. Mieszkał w odosobnieniu, poza miejscowością (por. Kpł 13,46), a zbliżając się do ludzkich osiedli musiał wszem i wobec ogłaszać, że jest nieczystym (por. Kpł 13,45). Chrystus pokonał tę barierę. Nie tylko pozwolił sobie na dialog z trędowatym, ale uzdrawiając nie bał się go nawet dotknąć (por. Mk 1,41). Jezusowa odwaga wejścia w sferę śmierci.

Dzisiaj w naszych społeczeństwach jest też wiele tych miejsc, gdzie śmierć dotyka człowieka; i to nie tylko śmierć cielesna, ale i śmierć społeczna, i śmierć ducha.

Mamy wszystko czynić na Bożą chwałę, nie poszukując własnych korzyści, lecz dobra innych, by oni byli zbawieni (por. 1 Kor 10,31.33). uczniowie Chrystusa winni więc poszukiwać tych miejsc, gdzie śmierć jest doświadczeniem człowieka; nie tylko poszukiwać, ale trwać przy tych ludziach.

Najpierw śmierć ducha. Tyluż umarłych duchowo pośród nas. Żyjący notorycznie w grzechu śmiertelnym. W nich nie ma Bożego życia. Teoretyczne są na przegranej. Jednak świadectwo prawdziwych chrześcijan może dokonać cudu przemiany. Ileż takiej pustyni ducha w aresztach, więzieniach, wśród ludzi z marginesu, pośród narkomanów, w sektach i subkulturach?

Teraz śmierć społeczna. Smutne domy pogodnej starości z wylewającym się z nich żalem, że dzisiaj zapomniani, a niegdyś tak potrzebni. Chorzy na oddziałach dla przewlekle chorych, bo w rodzinie nie ma dla nich miejsca. Odosobnione, nawet budowane na odludziu, szpitale dla chorych psychicznie, bo może niebezpieczni dla społeczeństwa. Hospicja, które odwiedzane są tylko przez bohaterów. Wobec tego wszystkiego śmierć ciała nie wydaje się najgorszą rzeczywistością.

Dobrze że są jednak uczniowie Jezusa, którzy umieją przekraczać progi tych trudnych miejsc, by tam przynieść Chrystusa, aby i On zapuścił się w sferę ludzkiej śmierci.

Najgorszą chorobą nie jest trąd czy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym, przez nikogo nie kochanym, przez wszystkich opuszczonym” (Matka Teresa z Kalkuty).

Ks. Andrzej Szopiński