Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
568898

Miłość „cięższa od ran”

         Chyba łatwo nam zrozumieć Apostoła Tomasza. Jego niewiara i powątpiewanie po ludzku są jakoś usprawiedliwione. Być może śmierć Mistrza potraktował jako osobistą klęskę i rozczarowanie. Pewnie widział – może z oddali – poranione ciało Jezusa. Rany na nogach i rękach. I jeszcze przebity bok. Tu jakby wszystko się skończyło. Prysły wszelkie nadzieje i przewidywania. A teraz świadectwo innych Apostołów – Jezus żyje. Jak w to uwierzyć? Miał przecież Tomasz prawo do swoich ludzkich wątpliwości i niedowierzania (por. J 20,24-28).

         Spotkanie z Mistrzem odmienia zupełnie Jego postawę. Już nie ma wątpliwości. Pomimo zachęty Chrystusa nie korzysta z przywileju fizycznego sprawdzenia prawdziwości ran. Już wierzy, a nawet wie, bo miłość Jezusa okazała się skuteczną odpowiedzią na jego ludzkie kryzysy.

         Chrystusowe rany przynoszą życie. Z przebitego boku wytrysnęło źródło miłosierdzia; tam wzięły początek sakramenty Kościoła. Dzisiaj, gdy tak trudno mówić o miłosierdziu, jeszcze trudniej miłosierdzie praktykować. Jednak przez naszą służbę człowiekowi rany Chrystusa i dzisiaj mogą przynosić życie. To życie wiary, która buduje się rozumowymi argumentami, ale ta wiara rozum w doświadczeniu Boga przekracza. To życie, które płynie ze znaków sakramentalnych. To życie, które mierzone jest przywróconym zdrowiem i oddaleniem śmierci. To życie, które może się rodzić w przywracaniu nadziei i sensu ziemskiego bytowania tym, którym ciężko, a doświadczeni są cierpieniem, biedą, beznadzieją.

         Wiara we wspólnocie apostolskiej skutkowała wieloma uzdrowieniami. Wystarczało, że cień Piotra Apostoła padał na kogoś z potrzebujących, a łaska Boża natychmiast się rozlewała (Dz 5,15-16).

         Dzisiaj równiej tej łaski nie brakuje. Choćby sakrament pokuty i pojednania ustanowiony w Wieczerniku (por. J 20,21-23) zabliźni niejedną ranę ducha, Eucharystia wzmocni zwątlone siły duchowe, a sakrament namaszczenia chorych nie tylko wleje wewnętrzny pokój, lecz niekiedy i zdrowie przywróci.

         Kiedy więc spoglądam na Jezusowe rany, czuję że On spogląda na mnie i pociesza: „Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani” (Ap 1,17-18).

         Nieskończona miłość Boga do nas stała się widzialna w Jezusie Chrystusie. Poprzez rany ciała objawia się tajemnicza miłość Jego serca, ujawnia się wielka tajemnica miłości, ukazuje się miłosierdzie naszego Boga (św. Bernard).

Ks. Andrzej Szopiński