Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
609278

Troska doczesna i nadprzyrodzona

To był niezwykły dom. Dom rodzeństwa: Marty, Marii i Łazarza. Niezwykłość jego bierze się nie z powodu wyjątkowości jego stałych mieszkańców (choć pośrednio także), ale ze względu na szczególnego gościa, który ten dom niejednokrotnie nawiedzał – Chrystusa Pana.

Tym razem w domu były tylko Marta i Maria, skoro Ewangelista ani słowem nie wspomniał o Łazarzu. Dwie siostry, dwie bliskie sobie osoby, a jednak każda zupełnie inaczej podejmuje Jezusa. Wydawać by się mogło, że o godne przyjęcie Chrystusa zadbała tylko Marta. Musiało kosztować ją sporo zabiegów i wysiłku, jeżeli odważyła się poprosić Jezusa, by ten zwrócił uwagę jej siostrze, Marii, która usiadła u Jego stóp (por. Łk 10,39-40). Liczyła zapewne na jej konkretną pomoc. Przeliczyła się. Nawet zawiodła i to nie tylko na Marii, lecz także w pewnym sensie na samym Jezusie. Ten przypadek posłużył Chrystusowi, by ukazać wartość poszczególnych czynów w kontekście konkretnej sytuacji. Jezus pochwalił Marię, iż obrała lepszą cząstkę (por. Łk 10,42).

Popularnie mówi się, że te dwie siostry z Betanii uosabiają dwie formy życia: czynne i kontemplacyjne; jedno zakotwiczone w doczesności, drugie odnoszące się do nadprzyrodzoności. Prostym jest wniosek, że większe upodobanie ma Bóg w kontemplacji niż w zabieganiu wokół trosk tego świata. Mylnym jednak zupełnie byłoby stwierdzenie, iż nie należy zajmować się zewnętrznymi problemami. Jezus dał wyraz swemu szacunkowi wobec Marty, albowiem chciała Go jak najgodniej przyjąć w swoim domu (por. Łk 10,41-42). Wskazał jednak na bardzo istotną zasadę, że wtedy gdy jest głoszone słowo Boże (może i konkretniej trzeba powiedzieć: kiedy mówi Bóg), wszystkie inne sprawy muszą być podporządkowane słuchaniu tegoż słowa. Marta tylko jednym zawiniła, że nie odebrała w pełni słowa Pańskiego.

Czego uczę się z tej ewangelicznej opowieści? Przede wszystkim tego, że na spotkanie z Bogiem muszę sobie zagwarantować stosowny przywilej czasu, aby troski doczesne nie umniejszyły, bądź nawet nie zniweczyły mojej wspólnoty z Bogiem.

Cnota umiarkowania jest nam koniecznie potrzebna, byśmy umieli na codzienność spoglądać z perspektywy właściwego dystansu, a codzienne zabieganie (jakże ważne) nie przesłoniło nam troski sprawy nadprzyrodzone.

Wielka dusza dąży jedynie do wieczności, i aby być wieczna, ma w pogardzie wszystko to, co nie jest wieczne, zbyt niegodne to – co nie jest nieskończone (św. Franciszek Salezy).

Ks. Andrzej Szopiński