Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
662284

Radykalizm naśladowania

Ileż zaskoczeń musiały przeżyć tłumy słuchające Jezusa. Niejedne przecież słowa mogły budzić nie tylko zdziwienie, co nawet przerażenie. Jak bowiem zrozumieć słowa o nienawiści wobec swojej najbliższej rodziny? Na domiar wszystkiego ta nienawiść jest warunkiem bycia uczniem Chrystusa (por. Łk 14,26). Jak to pogodzić z Jezusową nauką o miłości bliźniego. Na szczęście znajomość semickiego, wschodniego myślenia pozwala to wszystko dobrze poukładać. Albowiem „mieć w nienawiści” należy tłumaczyć jako mniejszą miłość, więc nie jest to nienawiść w sensie ścisłym. W takim razie miłość Boga samego musi wyprzedzać nawet najpiękniejsze odczucia w stosunku do drugiego człowieka.

Prawda o krzyżu, który na ramiona trzeba wziąć, by dopiero móc naśladować Chrystusa również nie brzmi zachęcająco (por. Łk 14,27). Zapewne nie chodzi tylko o krzyż w formie dwóch połączonych z sobą drewnianych belek. To również krzyż duchowy. Nie ma się co dziwić w naszym życiu trudnościom, pokusom, cierpieniom. One są wkalkulowane w naszą codzienność. Kwaśną miną czy przymusem nic nie zyskam i jeszcze za Jezusem nie pójdę. Odkryć w nich sens naśladowania dźwigającego krzyż Chrystusa, wtedy wszystko odnajduje swój głęboki i nawet zbawczy sens.

Pójście za Jezusem to nie decyzja chwili. To pewnego rodzaju przedsięwzięcie, które wymaga pewnego zachodu i rozumnych postanowień. Budowniczy bez zabezpieczenia materialnego nie zaczyna wznosić wieży, król nie udaje się na bitwę, nie dysponując odpowiednio liczną i wyposażoną armią (por. Łk 14,28-32). Pójść za Jezusem to też obliczać zyski i straty takiej decyzji; trzeba dokładnie zbadać swoje siły moralne i gotowość pozostawienia wszystkiego ze względu na Chrystusa (por. Łk 14,33).

Pójść za Chrystusem, naśladować Go można i trzeba w każdym czasie (w XXI wieku również), tylko należy dobrze to zaplanować, by już na starcie nie zabrakło nam sił i odwagi, a nasze terminowanie w szkole Jezusa nie stało się przedmiotem drwin czyhających na nasze upadki. Jedno jest jednak pewne: Bóg nie zostawi nas samymi – obdaruje Mądrością, która jest owocem Ducha Świętego (por. Mdr 9,17). Wtedy łatwiej o odwagę i ewangeliczny radykalizm!

Jeżeli chcemy zmartwychwstać na nowe, doskonalsze życie z Chrystusem, powinniśmy wszystkie nasze myśli, słowa i uczynki zwracać ku górze, do szukania Królestwa Bożego (bł. Honorat Koźmiński).

Ks. Andrzej Szopiński