Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
643673

Miłosierdzie Ojca

Przypowieść o marnotrawnym synu, czy – mówiąc poprawniej – o miłosiernym ojcu jest jednym z najbardziej znanych fragmentów Pisma Świętego. I to nie tylko ze względu na częstotliwość sięgania po ten fragment Ewangelii, ale przede wszystkim z tej racji, że jest to historia życia każdego z nas. Można się pokusić o stwierdzenie, że to historia powtarzana wręcz notorycznie. Jest to zapis odejść i powrotów.

Ciekawa jest struktura psychofizyczna człowieka. Nawet wtedy, gdy teoretycznie wszystko jest w porządku, szukamy czegoś innego. Ewangelia nie podaje żadnych powodów, dla których zbuntowany syn miałby opuścić dom rodzinny. Dodajmy: dobry dom, kochający ojciec. Przeraża roszczenie syna. Żąda pół majątku i wyjeżdża (por. Łk 15,11-13). W dalekiej krainie traci majątek, żyjąc rozrzutnie i niemoralnie (por. Łk 15,13.30). Dopiero głód sprawił, że przejrzał, zrozumiał swoją sytuację, uświadomił sobie błąd i życiową porażkę (por. Łk 15,17-18). To wszystko sprawiło, że podejmuje jednoznaczną, bohaterską decyzję. Powrót do ojca. Syn wie, że ojciec – pomimo zadanego mu bólu – nadal czeka, gotowy, aby wybaczyć (por. Łk 15,18).

Długa musiała być dla syna droga powrotna. Owszem, nie tyle ze względu na ilość kilometrów, co z powodu przeżyć i dylematów natury psychicznej i moralnej. Musiały nurtować go pytania, wątpliwości. Jak stanąć przed ojcem? Co powiedzieć? Jaka będzie jego reakcja? Długa droga mierzona intensywnością przemyśleń. Droga nawrócenia. Syn się nie pomylił. Ojciec czekał, wybaczył, okazał niecodzienną radość z powrotu syna (Łk 15,22-24).

Dlaczego tak łatwo tracimy coś, co gwarantuje nam bezpieczeństwo, jakąś dozę szczęścia? Marnotrawny syn zrezygnował z pobytu w ojcowskim domu. Dlaczego dopiero strata pozwala nam odkryć wartość tego, z czego rezygnujemy. Może i znudzić się niekiedy dobroć i przyjaźń z Bogiem. Zasady obowiązujące w relacjach z Nim (np. przykazania, prawo moralne) mogą wydawać się zbyt surowe. Nie doceniamy Jego opieki, jeszcze nie umiemy dostrzec szczęścia przebywania z Nim w niebie. Łatwo wtedy odejść, trudniej powrócić. Czego sobie życzyć? Jednego! Aby każde nasze odejście z domu Ojca (oby takie nie następowały) było zawsze zakończone błogosławionym powrotem w Jego ramiona, do Jego miłości.

Któryż ojciec wydał swego syna na śmierć, aby ocalić zbuntowanego niewolnika? Któryż ojciec? Tylko Ty jeden, Ojcze wiekuisty (św. Katarzyna ze Sieny).

Ks. Andrzej Szopiński