Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
854714

Zaproszenie do słuchania Słowa Bożego

Wydawać by się mogło, że mówić w sposób obrazowy, nawiązując do realiów życia, byłoby jak najbardziej komfortowo dla obu stron, a przede wszystkim dla słuchacza. Stąd może dziwić pytanie uczniów skierowane do Jezusa, może nawet jako jakiś delikatny zarzut: „Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?” (Mt 13,10). Przypowieści na pewno nie były formą mowy bezpośredniej, nie był to również prosty styl przemawiania.

Czytaj więcej: XV niedziela zwykła 12.07.2020

Otwórzmy szeroko oczy serca

Można coś przyjmować z naiwnością. Można także nad tą samą rzeczywistością dywagować, roztrząsając wszelkie za i przeciw, a także różne obiektywne i subiektywne uwarunkowania odbioru informacji. Jest jeszcze inne pojmowanie: prostota wiary, która pozwala być uczestnikiem Bożego Objawienia.

Czytaj więcej: XIV niedziela zwykła 5.07.2020

Znaleźć życie w krzyżu

Pokój i miecz. Dwie przeciwności. W ustach Chrystusa brzmią jak zgrzyt. Ewangelia miłości, a teraz słowa o poróżnieniu i nieprzyjaźni, nawet wśród najbliższych (por. Mt 10,34-36). Jednak są to tylko pozory jakiejś dysharmonii. Jezus – ogłoszony jako książę pokoju – przychodzi już jako sędzia. Stąd owo porównanie do ostrego miecza, który tnie i rozdziela (por. Mt 10,34).

Czytaj więcej: XIII niedziela zwykła 28.06.2020

NIE BÓJCIE SIĘ

 

Pan Jezus powiedział do apostołów: „Nie bójcie się”. Trzykrotnie to powiedział. I tylko raz: „Bójcie się”. To pokazuje proporcję. Na trzy razy: „Nie bójcie się” tylko raz: „Bójcie się”. Ważne. Od razu widać, że pedagogika budowania na strachu – ciągłe szukanie zagrożeń, tropienie wroga, antagonizowanie, demonizowanie – nie jest pedagogiką stricte ewangeliczną.

Czytaj więcej: XIi niedziela zwykła 21.06.2020

OTRZYMALIŚCIE - DAWAJCIE

Są takie chwile w życiu, gdy czuję się bezradny i porzucony. Rzeczywistość z jej problemami mnie przerasta i nie ma nikogo, kto potrafiłby mi pomóc. W takich sytuacjach ludzkie poklepywanie po ramieniu ze słowami: „Spoko, dasz radę”, sprawia, że narasta we mnie agresja. Chciałbym się wtedy po dziecięcemu schować przed całym światem, wtulić w dużego, silnego i ciepłego tatę, który obroniłby mnie przed kłopotami i moją własną frustracją. Uciekam do kaplicy, ale moja wiara jest, niestety, zbyt mała, by ON od razu wypędził ze mnie duchy złych myśli i bym doświadczył natychmiastowego poczucia bezpieczeństwa. (Ośmielam się do tego przyznać, bo sądzę, że nie jest to stan, który jest ci obcy). Potrzebuję wtedy czasu, siedzenia przed Najświętszym i wielokrotnego powtarzania sobie, że Pan jest dobry, że jest moim pasterzem, że mnie poniesie na skrzydłach orlich, bo jestem Jego szczególną własnością, że nie zostawi mnie samego, skoro był gotowy umrzeć za mnie, grzesznika. Pokój wraca bardzo powoli, myśli się prostują, wola się podnosi, a ja wychodzę z kaplicy, by znowu się mierzyć z rzeczywistością. Bywa, że jeden raz nie wystarczy, że przez kolejne dni wciąż na nowo żalę się przed Bogiem.

Czasami dostaję SMS z oddziału onkologicznego: „Jestem w szpitalu. Czekam na wyniki badań i ostateczną decyzję o tym, czy zostaję. Bardzo jestem słaba i obolała”. Albo dzwoni telefon i ktoś płacze, jak bardzo jest mu trudno i źle. Albo spotykam człowieka, który jest chory z bezsilności, uśmiercony swoją rozpaczą, zostawiony sam sobie – bo ludzie już nie wytrzymują jego biadolenia – opanowany przez duchy, które podszeptują mu absurdalne rozwiązania. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak posłuchać Jezusa, który ponagla mnie słowami: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. I nie chodzi o żadne natychmiastowe cuda. Tylko o cierpliwe trwanie przy człowieku i zapewnianie, że wbrew wszystkiemu ON nie zapomniał o swoim dziecku, że wkrótce promyk nadziei przebije ciemne chmury.

Paweł Kozacki OP