Przywiązanie do “pierwszych miejsc” i do “pozdrowień” to słabość, która może zniewalać nasze serca. Te słowa Jezusa dotykają nie tylko pragnienia zajmowania pierwszego miejsca czy bycia publicznie zauważonym. Dotykają także czegoś, co może być bardzo głęboko ukryte w naszym sercu – potrzeby, żeby to drugi człowiek pierwszy nas zauważył, pierwszy się odezwał, pierwszy wykonał gest w naszą stronę.
Nie muszę czekać, aż ktoś pierwszy się odezwie. Mogę sam napisać i zapytać: „Co u ciebie?”. Nie muszę czekać na telefon. Mogę sam zadzwonić. Nie muszę pielęgnować żalu, że ktoś zaniedbał naszą relację. Mogę sam przyjść, zrobić pierwszy krok, zaprosić do spotkania. Nie muszę czekać, aż drugi człowiek udowodni mi, że jestem dla niego ważny. Być może więc warto dziś zapytać siebie: Czy w moich relacjach bardziej czekam, aż ktoś zrobi pierwszy krok, czy sam potrafię go zrobić?