„…czyhali przy tym, żeby Go pochwycić na jakimś słowie…” — zastawić pułapkę, sprowokować, sprawić, by ktoś się potknął.

Przykre, ale czy w obecnych czasach nie jest podobnie? Jak często zamiast słuchać drugiego człowieka, czekamy na jego potknięcie, na jedno źle wypowiedziane słowo, a przecież człowiek dorosły i dojrzały to nie ten, który potrafi znaleźć cudzy błąd, nie ten, kto szuka okazji, by drugiego zranić, ale ten, który szuka sposobności, by go podnieść.

Bo dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać: „Na czym mogę go przyłapać?”, a zaczynamy pytać: „Co mogę zrobić, żeby nie upadł?”.