Liturgia Dnia

 
Odsłon artykułów:
678236

Wieczność – ostateczne zaspokojenie

Nie dość, że faryzeusze i uczeni w Piśmie nastawali na Jezusa i Jego życie, to tym razem w sukurs przychodzą im jeszcze saduceusze. Stawiają problem zmartwychwstania. Sami je odrzucają, a Chrystusowi przytaczają opowieść o kobiecie, która miała siedmiu mężów. Czyją więc będzie żoną po ewentualnym zmartwychwstaniu. Historia nieprawdopodobna, choć zapewne możliwa, albowiem prawo lewiratu nakazywało, aby bezdzietną wdowę pojął brat zmarłego męża. I tak miałoby być według saduceuszów aż siedem razy (por. Łk 20,28-33). Nawiasem mówiąc, saduceusze uznawali za prawdę tylko to, co zapisane było w Pięcioksięgu. Pozostałe księgi traktowali marginalnie, bądź nawet odrzucali.

Żydzi za czasów Jezusa uważali, że życie po zmartwychwstaniu będzie prostą kontynuacją życia doczesnego. Tę wizję zupełnie obala Chrystus, mówiąc o radykalnie innej formie bytowania. Ożenek nie będzie potrzebny, nie będzie konieczności rodzenia nowych ludzi, a ludzie będą jak aniołowie Boży w niebie (por. Łk 20,34-37). I to, co najbardziej istotne: Bóg jest Bogiem żywych, a nie umarłych (por. Łk 20,38).

Aby pojąć istotę zmartwychwstania – o ile można ją tak do końca zrozumieć – trzeba najpierw przyjąć Boga jako dawcę życia człowieka. Bóg do życia powołuje i chce wszystko widzieć jako żyjące, zaś człowieka – koronę stworzeń – obdarował nieśmiertelnością. I czy tego chcemy, czy też próbujemy wymazać to ze swego umysłu i wiary, nasza dusza jest nieśmiertelna, zaś zmartwychwstanie i tak będzie naszym udziałem. Jedno, co możemy uczynić, to zadbać o życie w przyjaźni z Bogiem, która jest gwarancją zmartwychwstania ku szczęśliwości już nie mierzonej czasem, wiecznością. Owszem, to prawda, że żyjąc w grzechu śmiertelnym, sprowadzamy na siebie śmierć, ale nie w formie unicestwienia duszy nieśmiertelnej, lecz jako oddalenie od Boga. I tu warto wrócić do głównych prawd wiary, mówiących, że dusza jest nieśmiertelna, zaś zbawienia bez łaski osiągnąć nie można. Dopiero wieczność i to ta w nieustannej obecności w domu Ojca jest ostatecznym zaspokojeniem człowieka.

Cóż więc czynić? Zająć się tym, co najważniejsze – przyjaźnią z Bogiem, a nie dyskutować o tym, co jest pewnikiem wiary.

Wielka dusza dąży jedynie do wieczności, i aby być wieczna, ma w pogardzie wszystko to, co nie jest wieczne, zbyt niegodne to – co nie jest nieskończone (św. Franciszek Salezy).

Ks. Andrzej Szopuiński